
środa
czwartek
marcin cecko
logogogogo
środa
orwell





okładki do orwella.
ponoć mi nie wszyło, ni w stylistykę ni w chuja. fakt, widzę wiele razących błędów (nie wskakuje mi `Z` z kropką, oj), np. tła i te ramki i te czcionki takie o fu niedopracowane, mam zamiar kiedyś przysiąść na pupie i dopieścić ale póki co ładuję wersje niedopieszczone. jeszcze nie zasłużyły na pieszczoty, ot co.
.
poniedziałek
miasto kobiet

jeju jeju czarodzieju, wysłałam to na konkurs i nie wygrałam. a nie wygrałam, gdyż nie jest to zbyt wyjściowe, robiłam to w nocy przed deadlinem, jury SIĘ MYLI, tkwimy w hermetycznym artystycznym babilonie, ponadto korupcja, kryzys i hemoroidy.
a pozytywne skutki uboczne mojego nocnego zapierdzielu są takie, że dostałam słodkiego maila od pani koordynatorki, że "Pani projekt zostanie zaprezentowany na wernisażu najlepszych prac."
nie mam siły się cieszyć, ale uważam, że się najprawdopodobniej cieszę. konweniuje mnie ta sytuacja. będzie wódka. w końcu zdrowie pań!
wtorek
woda
do cna


trzymam się taktyki, czyli starocie na pierwszy rzut.
plakat i jego lokalizacja są z cyklu: dawno i nieprawda.
natomiast do świnki skarbonki do tej pory się uśmiecham, kurcze podoba mi się! niestety o niewielu swoich tworach mogę to powiedzieć. a jako nosiciel płóciennej torby ze świnką czuję się w pytę. tak właśnie się czuję, o.
(krzesaj - ja naprawdę planuję to wyprać i Ci oddać!)
oczywiście kolejność zdjęć jest odwrotna do opisu poniżej.
consumo versus cogito 1:0

to taka szybka zajawka, wariacja na temat konsumpcji i takie tam.
kurwa, egzystencjalne tematy są takie młodzieżowe.
to też jest stare, przyjęłam taktykę, że najpierw wyzbyję się staroci, aby były do cna wyzbyte, a potem powklejam nowe, mam nadzieję lepsze technicznie i dopiero pochwalę się światu tym blogiem. a ów świat mam nadzieję nie będzie klikał w archiwum. i niech się stanie!
piątek
pocznę początek!


w związku z tym, że wypada mi umieśćić jakiś obrazek, dar serca, podarunek dla oczu, a wszystko godne uwagi mam na memory sticku, który jest Gdzieś, a mnie tam nie ma, bo jestem pod pierzyną to.... składnia zdania bez sensu. chodzi o to, że nie chce mi się ruszyć, więc na dobry początek wklejam starego Hrabala i cos jeszcze. oba obrazki ze starych szablonów, potem akryle ciach ciach.
obrazek powyzej był jakze skomplikowaną metaforą. większy pan symbolizuje target market, czyli zwykłą maszynę konsumpcyjną, pan na dole zas jest owym marketem i chodziło tu o odwrócenie ról, czyli; on Nov 28th show the markets who`s in charge. a Nov 28th to własnie buy nothing day.
a to ponizej to Bohumil Hrabal, kiedyś był to szablon namuralny, potem potrzebowałam tego własnie na zajęcia odnośnie kampanii Buy Nothing Day i wyszło jak wyszło.
ble nie mam (nie miewam) polskich znaków.
zaszaleję innym razem.
wpis numer jeden #1
wstyd, szkarłat i pąsy, zrobiłam to i w dodatku podpisałam własnym nazwiskiem. i stał się blog, oto jest i będzie jasny oraz dobry.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
































