środa

orwell
















okładki do orwella.





ponoć mi nie wszyło, ni w stylistykę ni w chuja. fakt, widzę wiele razących błędów (nie wskakuje mi `Z` z kropką, oj), np. tła i te ramki i te czcionki takie o fu niedopracowane, mam zamiar kiedyś przysiąść na pupie i dopieścić ale póki co ładuję wersje niedopieszczone. jeszcze nie zasłużyły na pieszczoty, ot co.





.

kózka

bo

koza

koci koci


słodziak.

poniedziałek

no to może stare szablony






















oh krakowie tak kurewsko mi tęskno!

miasto kobiet


jeju jeju czarodzieju, wysłałam to na konkurs i nie wygrałam. a nie wygrałam, gdyż nie jest to zbyt wyjściowe, robiłam to w nocy przed deadlinem, jury SIĘ MYLI, tkwimy w hermetycznym artystycznym babilonie, ponadto korupcja, kryzys i hemoroidy.


a pozytywne skutki uboczne mojego nocnego zapierdzielu są takie, że dostałam słodkiego maila od pani koordynatorki, że "Pani projekt zostanie zaprezentowany na wernisażu najlepszych prac."


nie mam siły się cieszyć, ale uważam, że się najprawdopodobniej cieszę. konweniuje mnie ta sytuacja. będzie wódka. w końcu zdrowie pań!